ContactAbout usCooperationFAQ↑ Powrót do góry strony

23 May 2020

4.2 Cypr, Larnaka: lenistwo w Ajia Napa


Plan był taki - jednego dnia zaliczymy Ajia Napa i Cape Greco, skoro są obok siebie, a następnego dnia ruszymy do Nikozji. Żadne z nas jednak nie było przekonane co do stolicy, zwłaszcza, że nie wszyscy mieliśmy paszporty, z którymi moglibyśmy przekroczyć granicę wewnątrz miasta, aby zobaczyć jego turecką część. Ostatni dzień zatem był pod znakiem zapytania.

Dzień II - Ajia Napa

Do Ajia Napa dojechaliśmy autobusem za bodajże 4 euro w jedną stronę za osobę. Autobus jechał ok. godzinę i zawiózł nas pod klasztor otoczony pięknym ogrodem pełnym mandarynek (kilka z tych, które spadły, zabraliśmy ze sobą na spróbowanie). Była piękna, słoneczna pogoda, idealna na plażowanie.

Spacerem kierowaliśmy się w stronę morza. Ulice były puste, sklepy i restauracje pozamykane. Cypr zdecydowanie "spał" poza sezonem urlopowym. Natrafiliśmy na jeden otwarty supermarket, w którym udało nam się kupić kilka tanich win (w tym przypadkiem bezalkoholowe, tfu!), cypryjską kawę, przekąski. Z takim wyposażeniem udaliśmy się do pobliskiego portu, z którego rozpościerał się przepiękny widok na wodę i pobliskie plaże. Zakochaliśmy się. Woda była przepiękna, czysta, turkusowa, plaże puste, choć otoczone wysokimi hotelami. Nad brzegiem rozpościerały się hotelowe leżaki i parasole, dzięki czemu mogliśmy wybrać sobie dogodne miejsce na wypoczynek i czerpanie ciepła całymi garściami.

Gdy wybraliśmy sobie miejsce, wiedzieliśmy, że prędko stamtąd nie odejdziemy. Było wcześnie, bo jeszcze daleko przed południem, mieliśmy więc mnóstwo czasu, żeby korzystać z pięknej pogody. Autobusy do Cape Greco jednak nie jeździły zbyt często, a w dodatku ostatni powrotny do Larnaki był o 17:30, więc wbrew pozorom nie mieliśmy aż takiego luzu, by wszystko zobaczyć jednego dnia. Rozłożyliśmy się więc leniwie na leżakach, pod parasolem z trzciny i postanowiliśmy nie myśleć zupełnie o niczym.

Nie minęło dużo czasu aż zdecydowaliśmy się wejść do wody. Kusiła niemiłosiernie. Było naprawdę ciepło, słońce przyjemnie dogrzewało, więc na zmianę postanowiliśmy trochę się pomoczyć. Paweł oczywiście wlazł do morza cały, czuje się w tym żywiole najlepiej i nie mógł odpuścić takiej okazji. Woda była ciepła, ale według mnie za chłodna na kąpiel. Jemu to jednak kompletnie nie przeszkadzało.

Niedaleko plaży, na której zacumowaliśmy, znajdował się naturalny łuk skalny nazwany Love Bridge. Chłopakom nie chciało się tam iść, więc postanowiłam przejść się tam sama, by zobaczyć, o co tyle szumu. Ścieżka prowadziła wzdłuż plaży, z piasku zmieniła się w drewnianą kładkę, a potem kamienne płyty. Sam most faktycznie był przepiękny, jednak dość stromy i kamienisty. Spędziłam tam chwilę, przyglądając się morzu, którego fale rozbijały się o skały.



Cały dzień spędziliśmy nad wodą. W ogóle nie mieliśmy ochoty się stamtąd ruszać. Mieliśmy wrócić autobusem o 15-tej i zjeść kolację w Larnace, jednak okazało się, że ten transport działa tylko w tygodniu, a w weekendy jest dopiero o 17:30. Mieliśmy zatem jeszcze kupę czasu do powrotu do domu. W Ajia Napa otwarte było tylko Pizza Hut, więc zaszliśmy na byle jaki makaron i tak przeczekaliśmy aż do autobusu, który w dodatku przyjechał z prawie półgodzinnym opóźnieniem... Do Cape Greco wybierzemy się następnego dnia.

No comments:

Post a Comment