Największą atrakcję Bristolu zostawiliśmy sobie na sam koniec, bo była najbardziej oddalona od naszego noclegu. Do przejścia mieliśmy ok. 4 kilometrów i chociaż to niewiele, to byłam przerażona, bo po poprzednim dniu w deszczu moje buty dziwnie się skurczyły, a stopy poobcierały. Mieliśmy jednak sporo czasu i nie musieliśmy się spieszyć, dzięki czemu urządziliśmy sobie spacerek po ulicach miasta, zwiedzając po drodze to, czego jeszcze nie widzieliśmy.
| Victoria Rooms, University of Bristol - w tym miejscu mieści się wydział muzyki |
| Royal West of England Academy of Art - Akademia Sztuk Pięknych |
| St Paul's Church, Clifton |
Po przejściu mostu wzdłuż i wszerz i zjedzeniu pożywnego batonika postanowiliśmy przejść się do pobliskiej jaskini Giant's Cave, z której rozpościerał się widok na most i okolicę z drugiej strony. Jaskinia ozdobiona była kościotrupami, pajęczynami i innymi potwornymi rzeczami, ponieważ był to trzeci dzień po Halloween, które Wielka Brytania obchodzi dość hucznie.
Prostu z mostu (:-D) skierowaliśmy się w stronę Temple Meads, w którego okolicy chcieliśmy zjeść obiad, a potem powoli ruszać na lotnisko. Gdzieś na mieście połasiliśmy się na typowo brytyjską rybę z frytkami, jednak jakość tego dania nie była nawet zadowalająca. Zaszliśmy jeszcze do Poundlandu po ostateczne zapasy słodyczy i ze sporą rezerwą czasową wsiedliśmy w autobus, który zawieźć miał nas wprost pod terminal. Niestety, nasz samolot był opóźniony, o czym dowiedzieliśmy się dopiero na lotnisku i w tego powodu musieliśmy kolejne dwie godziny przesiedzieć w poczekalni, znudzeni już wąchaniem perfum w strefie bezcłowej. To opóźnienie wynikające ze słabej pogody spowodowało analogicznie opóźnienie w lądowaniu, czego skutkiem było zakupienie biletów z lotniska w Modlinie do centrum Warszawy po jakiejś kosmicznej cenie. Nie mieliśmy za wielkiego wyboru, oboje byliśmy zmęczeni, musieliśmy dojechać do Warszawy, bo następnego dnia trzeba było wrócić do normalności i pójść do pracy. Wszystko, co dobre, kończy się szybko. Na szczęście mieliśmy już zaplanowane kolejne wycieczki... Pozostało nam więc odliczać.
Co przywieźliśmy z Anglii?
- bardzo dużo słodyczy
- pocztówki
- magnesy
- odciski
No comments:
Post a Comment