ContactAbout usCooperationFAQ↑ Powrót do góry strony

29 April 2020

2.2 Anglia, Bristol: niby Bath, a z nieba shower


Dzień II - Bath

Żeby zobaczyć jak najwięcej, wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę do Bath. Pociąg odjeżdżający z Temple Meads kosztował 8 funtów za osobę w jedną stronę, a w dwie strony łącznie 8,95 funta za osobę, o czym niestety dowiedzieliśmy się po fakcie, gdy bilety były już kupione. Następnym razem będziemy wiedzieć, żeby sprawdzać dokładniej ceny i rodzaje biletów.
Do Temple Meads dotarliśmy pieszo, po drodze zwiedzając zakątki Bristolu. Było dość wcześnie rano, słońce dopiero zaczynało wzrastać ponad głowami, ulice były jeszcze puste, a powietrze wciąż wilgotne po całonocnym deszczu.


Podróż wśród zielonych pól była dość przyjemna i krótka, bo trwała ok. 20 minut. Przeczuwaliśmy, że Bath może nas zauroczyć, zresztą - bardzo lubimy takie małe miasteczka i zdecydowanie lepiej się w nich czujemy, niż w dużych metropoliach. Po wyjściu z dworca od razu poczuliśmy londyński klimat, bo tuż przy wejściu powitała nas charakterystyczna czerwona budka telefoniczna wypełniona wewnątrz donicami z kwiatami. Całkiem ładny widok - te, które mijałam w Londynie, w większości obdarte były z farby, pokryte graffiti, w środku brudne i zniszczone.

Przygotowując się do podróży, zawsze sprawdzam, co warto zjeść z danym mieście/kraju i tak samo było w przypadku Bristolu i Bath. Na kilku blogach przeczytałam, że warto spróbować pasties, czyli pasztecików na ciepło w kształcie pieroga z różnorakim nadzieniem. W Bath, tuż przy dworcu, znaleźliśmy piekarnię, która wypiekała na miejscu te przekąski. Zdecydowaliśmy się na pasztecik z jagnięciną i miętą i choć porcja była duża, bo jedną sztuką podzieliliśmy się na dwoje i nawet porządnie nasyciliśmy, to 5 funtów za jeden pieróg to zdecydowanie too much.

W samym mieście nie zwiedziliśmy jakoś bardzo dużo, bo praktycznie przez cały dzień padał deszcz. Przechadzaliśmy się ulicami Bath, podziwiając pokaźne budynki, które wyglądały jak żywcem wyjęte z innej epoki. Na dłużej zatrzymaliśmy się w Bath Abbey - przepięknym średniowiecznym kościele, w którym posłuchaliśmy próby chóru i przeczekaliśmy fazę silnego deszczu.

Bath Abbey

Deszczowe chmury nie chciały odpuścić, dlatego, aby nie tracić czasu na czekanie, narzuciliśmy na grzbiety kolorowe deszczaki i ruszyliśmy wgłąb miasteczka w poszukiwaniu kolejnych cudów, w tym mostu Pulteney. Jest o tyle niesamowity, że stoją na nim budynki (niegdyś mieszkalne, teraz - z tego, co się orientuję - są w nich tylko restauracje i sklepiki). Z ich okien z jednej strony jest widok na resztę miasta, a z drugiej - bezpośrednio na rzekę, gdyż jedna ze ścian budynków stanowi brzeg mostu, wpadający prosto do wody.


Z torbą prowiantu kupionego w markecie wróciliśmy do Bristolu. Podróż powrotna trwała jeszcze krócej, w dodatku bez postojów. Po kwadransie byliśmy już w Temple Meads, skąd udaliśmy się prosto do domu, a stamtąd, częściowo wysuszywszy buty i spodnie (z których dosłownie kapała woda), wybraliśmy się na ostatni obiad do Cafe Napolita. Tym razem oboje zdecydowaliśmy się na spaghetti z mięsem z ogona wołowego, które dzień wcześniej tak bardzo nam posmakowało. Do tego butelka dobrego trunku i dzień można zaliczyć do udanych.

Comments