Dzień IV - Alimos Beach i powrót do domu
Nadszedł koniec naszej wycieczki. Samolot powrotny mieliśmy późnym wieczorem, dlatego mogliśmy jeszcze skoczyć nad wodę i wykorzystać ostatnie chwile w tak ciepłym miejscu. W Polsce w październiku nadal jest ciepło, ale nie na tyle, by móc opalać się na plaży nad morzem, a słońce niestety coraz częściej zasłonięte jest deszczowymi chmurami.
Paweł odnalazł plażę Alimos w samych Atenach, która nie była położona bardzo daleko od naszego noclegu i później w miarę łatwo mogliśmy z niej dojechać na lotnisko. Nad wodą znowu prawie nie było ludzi, dosłownie parę osób wygrzewało się na słońcu, a mało kto miał odwagę wejść do wody. My oczywiście nie mogliśmy sobie darować tej okazji i bardzo szybko wskoczyliśmy do wody. Myśleliśmy tylko o tym, że nieprędko będziemy mieli okazję się kąpać w morzu, więc chcieliśmy wykorzystać tę okazję najlepiej jak to możliwe.
Plaża była bardzo kamienista, najbardziej ze wszystkich, które odwiedziliśmy. Dosłownie zero piasku, co ma też swoje plusy, bo bardzo łatwo otrzepać siebie i ubrania po siedzeniu na kamyczkach. Przedzieranie się z brzegu do wody było jednak bolesne, więc rzadko zmienialiśmy swoje położenie.
Bardzo przyjemnie było przesiadywać na brzegu, przeczesując palcami kamyki i badając ich kształty. Każdy z nich był inny, każdy piękny. Kilka przywieźliśmy nawet na pamiątkę do domu. Między kamyczkami przewijały się drobne muszelki, niektóre tak maleńkie, że ledwie dostrzegalne.
Co przywieźliśmy z Grecji?
- trochę owoców, które oddaliśmy rodzicom na spróbowanie
- parę kamyczków
- pocztówki
- magnesy
- słodycze
Do zobaczenia, Grecjo!
No comments:
Post a Comment