ContactAbout usCooperationFAQ↑ Powrót do góry strony

4 May 2020

3.3 Włochy, Bergamo: Mediolan, o jakim marzyłam


Dzień III - Mediolan

To był bardzo przyjemny dzień. Ok. 50-minutowa podróż do Mediolanu zleciała szybko, a miasto - mimo tłumów - bardzo nam się podobało. Wysiedliśmy na stacji Milano Centrale, skąd udaliśmy się do metra (które, swoją drogą, było świetnie oznaczone i nie mieliśmy żadnego problemu, aby do niego dotrzeć. Dla kontrastu - w Warszawie, gdy wysiądzie się na Dworcu Centralnym, oznaczenia trasy do metra są znikome.), by dojechać do Duomo di Milano, czyli głównej atrakcji stolicy mody. Gdy tylko wyszliśmy z podziemi, ogromny budynek od razu wyłonił się na horyzoncie. Jest to zdecydowanie jedna z piękniejszych budowli, jakie widziałam. Sam fakt, ile lat trwała budowa katedry i ile osób brało w tym udział robią wrażenie. Katedra jest niesamowita. Znajduje się na ogromnym placu, otoczonym z każdej strony bogato zdobionymi budynkami. Dopiero patrząc z bliska można zauważyć, jak dopracowany jest każdy detal katedry. Do środka niestety nie mogliśmy wejść, ponieważ kolejka po bilety była ogromna, a my nie mieliśmy aż tyle czasu, by na to czekać. Trzeba było jeszcze zobaczyć inne atrakcje w pobliżu.

Spod katedry udaliśmy się do Galerii Wiktora Emanuela II, czyli otwartej galerii handlowej z samymi prestiżowymi butikami jak Versace, Prada, Dior itp. Nie poszliśmy tam jednak na zakupy (jak na cebulaków przystało), tylko by podziwiać budowlę. Sufit jest przeszklony, wpuszcza ogromne pokłady słońca, które odbijając się od witraży dają piękne złote światło. Ściany oraz podłoga ozdobione są obrazami, rzeźbami, bogactwo i przepych wylewa się z tego miejsca, a jednak jest ono naprawdę piękne.


Tuż obok galerii znajduje się Teatr La Scala, do którego jednak nie zajrzeliśmy, bo należało zakupić bilet. Wybraliśmy się więc dalej na spacer po bogatych ulicach Mediolanu i na szczęście obraliśmy dobrą ścieżkę, bo trafiliśmy na "bar mleczny", w którym za 10 euro kupiliśmy genialną pizzę z oliwkami, karczochami, pieczarkami i szynką, kawę oraz wodę i była to świetna inwestycja.

Następnym przystankiem na trasie był Castello Sforzesco, czyli wielki, ceglany zamek z XV wieku, otoczony pięknym murem i zielonymi ogrodami. Tam zjedliśmy też jedyne podczas tego wyjazdu lody, które potwierdziły teorię, że najlepsze są właśnie lody włoskie.

Podążając przez park Sempione dotarliśmy do Arco della Pace, czyli do łuku triumfalnego postawionego za rządów Napoleona. Wyznacza on miejsce, gdzie znajdowała się brama do miasta i z którego przez Alpy prowadziła droga z Mediolanu do Paryża.

Dalej skierowaliśmy się do kościoła Santa Maria delle Grazie, a następnie do Bazyliki Świętego Ambrożego, w której zobaczyliśmy bardzo stare obrazy i rzeźby. Piękny budynek składający się z wielu łuków wyróżniał się na tle szaro-burych bloków. Następnie zobaczyliśmy starożytne rzymskie kolumny San Lorenzo, skąd udaliśmy się na ostatnią tego dnia kawę i wyjątkowo kawałek tiramisu. Co przypadkiem odkryliśmy po drodze, to ściana lalek, postawiona ku pamięci ofiar przemocy domowej. Bardzo smutny, a jednocześnie niepokojący widok.

Musieliśmy powoli się już zbierać, dlatego wróciliśmy pod katedrę, by ostatni raz zobaczyć ją po zmroku i skierować się z powrotem na dworzec. Wieczór zakończył się tak samo jak poprzedni, z kolacją w postaci serów i szynek. Kupiliśmy też limoncello, czyli tradycyjny włoski likier cytrynowy, jednak był tak słodki, że dało się go pić tylko z tonikiem. Ale będąc w innym kraju należy spróbować tamtejszych rarytasów, żałowalibyśmy, gdybyśmy tego nie zrobili.

Comments