ContactAbout usCooperationFAQ↑ Powrót do góry strony

6 May 2020

3.4 Włochy, Bergamo: głodni w Citta Alta


Dzień IV - Bergamo

Ostatni dzień wyjazdu był dla mnie najgorszy i najtrudniejszy do przetrwania. Gorączka dawała o sobie znać od samego rana powodując, że na zmianę było mi gorąco i zimno, a czasem nawet słabo. To osłabienie organizmu powodowało, że trudniej było mi przechadzać się po ulicach Bergamo, a zwłaszcza po Starym Mieście, gdzie przez większość czasu przemieszczaliśmy się pod górę. Z tego powodu tempo naszego spaceru również zwolniło, ale nie powstrzymało nas to od zobaczenia najpiękniejszej części miasta. Zdjęć z tego dnia nie mam zbyt wiele, bo kompletnie nie miałam do tego głowy, ale pokażę i opowiem o tym, co zauroczyło mnie w tym miasteczku.
Jakoś tak wyszło, że wolimy przemieszczać się pieszo niż komunikacją miejską, chyba że goni nas czas. A, jako że ostatniego dnia nie byliśmy zależni od niczego i mogliśmy sobie pozwolić na leniwe wędrówki po włoskich uliczkach, dystans od hostelu do starego miasta (ok. 4-4,5 km) również przeszliśmy na nogach. Co prawda w wolniejszym tempie, niż w normalnych warunkach, ale nie był to problem.
Nie zliczę, ile kościołów minęliśmy po drodze, ale zajrzeliśmy do każdego z nich. Włosi to naród bardzo wierzący i każda ze świątyń jest bardzo bogata. Kościół Sant'Alessandro della Croce wewnątrz zdobiony jest marmurem, Chiesa del Galgario ma przepiękną, jasną kopułę ze złotymi ornamentami, Basilica di Sant’Alessandro in Colonna to ciemne, kamieniste wnętrze, Chiesa di San Marco - beżowo-złote wykończenia, Chiesa Prepositurale di Santa Maria to ciepły wystrój pełen kolumn z ciemnego marmuru, i w końcu według mnie najpiękniejsza świątynia Chiesa dei Santi Bartolomeo e Stefano, której sufit cały pokryty był przepięknymi malunkami. Można się zachwycić. Niestety nie mam dobrych zdjęć, ale wrzucam jedno z nich.
Chiesa Prepositurale di Santa Maria

Na pierwszy poziom starego miasta wjechaliśmy kolejką Funicolare - nie odważyłabym się iść pieszo po tych wszystkich schodach, których sam widok przysparzał zawroty głowy. Cena biletu w jedną stronę ważnego 75 minut to 1 euro i co najważniejsze, można na nim wjechać drugą linią kolejki, piętro wyżej. Tak też zrobiliśmy. Zadziwia mnie ten sposób komunikacji małym wagonikiem pod kątem do góry - niby nie jedzie szybko, ale patrząc w dół z tej perspektywy wydaje się, jakbyśmy zasuwali niczym strzała. Warto się przejechać dla samego doświadczenia, a zejść śmiało można już na nogach.

Pogoda była przepiękna, słońce mocno dogrzewało rekompensując nam chłodne poranki i wieczory z poprzednich dni. Po wjeździe na samą górę, zatrzymaliśmy się na chwilę, by podziwiać panoramę miasta. Kto by pomyślał, że tak niewielkie miasteczko może mieć w sobie tyle uroku? Żałuję, że zdjęcia nie mogą oddać tego, co naprawdę było widać. Ten wyjazd sprawił, że zakochałam się we Włoszech i z przyjemnością wróciłabym do miejsc, które już zobaczyłam (a szczególnie nad Como!).

Citta Alta


Powoli zaczęliśmy rozglądać się za jakimś jedzeniem, jednak, jak to bywa na Starym Mieście, ceny były dużo wyższe, niż w mniej obleganych miejscach. Pizzerie były pełne ludzi, część knajp była już zamknięta, a niektóre nawet nie zdążyły się jeszcze otworzyć. Znaleźliśmy na szczęście piekarnię, która podawała arancini (smażone w panierce na głębokim oleju ryżowe kulki z nadzieniem w różnych smakach) i zakupiliśmy dwie sztuki: jedną mięsną, a drugą ze szpinakiem i serem. Mieliśmy je zabrać na lotnisko i tam zjeść w oczekiwaniu na lot, ale, jako że nie znaleźliśmy żadnej restauracji w pobliżu, przysiedliśmy na ławce w parku i zjedliśmy ciepłe jeszcze kąski. Były przepyszne! Sycące, smaczne, nietypowe. Żałuję, że nie dało się ich kupić więcej, aby zjeść je jeszcze potem.


Wracaliśmy inną trasą, kierując się do Stazione, skąd odjeżdżał nasz autobus na lotnisko. Po drodze udało nam się znaleźć otwartą restaurację, w której zjedliśmy kanapkę na ciepło oraz napiliśmy się gorącej kawy, która postawiła nas na nogi. To były nasze ostatnie chwile w Bergamo. Żal było opuszczać to piękne miasto i wracać do zimowej Polski, w której tak dużo słońca nie uraczyliśmy jeszcze przez kilka następnych miesięcy.

Co przywieźliśmy z Włoch?
  • wino
  • pocztówki
  • magnesy
  • gorączkę

Comments